Reading time: 10 minutes
Dokąd płynie twoja łódka?
James Clear, którego ogromnie cenię, za jasność wypowiedzi w tematach rozwoju napisał na swoim blogu: „Wyobraź sobie małą łódź wiosłową. Twoje cele są jak ster na łodzi. Wyznaczają kierunek i określają, dokąd zmierzasz. Jeśli zobowiążesz się do osiągnięcia jednego celu, ster pozostanie w miejscu, a ty będziesz szedł dalej. Jeśli przeskakujesz między celami, ster porusza się dookoła i łatwo jest wiosłować w kółko.
Jednak jest jeszcze jedna część łodzi, która jest jeszcze ważniejsza niż ster: wiosła. Jeśli ster jest twoim celem, wiosła są twoim sposobem na jego osiągnięcie. Podczas gdy ster określa twój kierunek, to wiosła określają twoje postępy”.
Zacznijmy więc od tego, żeby ustalić wreszcie w jakim kierunku płyniemy. Skoro ustalamy cele tak, aby były konkretne, mierzalne, ambitne czy też adekwatne, realistyczne i określone w czasie (SMART), to dobrze byłoby nie zakończyć naszych działań wyłącznie na tym etapie. W końcu mam już te cele, podjęłam ten heroiczny wysiłek ich ustalenia i nadania im priorytetów. Reszta powinna się już zadziać sama…Jednak sama się dziać nie chce.
Dlatego tak kluczowych jest spełnienie kilku warunków, które pomogą ci w realizacji celu. Po pierwsze nie realizujmy wszystkiego w tym samym czasie, przeskakując z tematu na temat. Multitasking jest definitywnie przereklamowany i powoduje jedynie wewnętrzne rozedrganie, a nie większą efektywność w działaniu. Wracając do metafory łódki należy pamiętać, że łódka ma zawsze pewną inercję, czyli jeśli ster jest skierowany w jedną stronę, to zmiana położenia steru nie od razu spowoduje zmianę kierunku, w którym porusza się łódka. Ponadto im większa łódka, im większy cel, tym większa inercja. Przeskakiwanie od jednego zdania/celu do drugiego nie podnosi twojej efektywności i nie ułatwia realizacji zadania. Oczywiście wszyscy jesteśmy świadomi wyzwań związanych z przebodźcowaniem informacjami i kurczeniem się naszej rozpiętości uwagi. Według badań, nasza zdolność koncentracji znacznie się zmniejszyła w ciągu zaledwie 20 lat. W 2000 roku było to 12 sekund, które byliśmy w stanie poświęcić jednej informacji. Teraz, 20 lat później, to już tylko 8 sekund.
W rzeczywistości naukowcy uważają, że mamy teraz krótsze okresy skupienia uwagi niż złote rybki, które są w stanie skupić się na zadaniu lub obiekcie przez 9 sekund.
Do tego dochodzą jeszcze problemy z prokrastynacją, zajmowaniem się wszystkimi tematami na raz, lub wyłącznie bieżącymi sprawami, trzymaniem się celów bez względu na wszystko oraz trzymaniem się ustalonego wcześniej scenariusza, mimo że w praktyce realizacja różni się od planów.
Oto 5 strategii, które wesprą cię w realizacji celów i na pewno ją ułatwią:
Zamiast „bieżączki” ponad wszystko – zaplanuj czas na pracę nad celem
Nic bardziej banalnego nie można było wymyślić, a jednak… Pracując z managerami dostrzegam tendencję do pomijania tego prostego i oczywistego kroku. Po prostu zakładamy, że jak już załatwimy bieżące tematy, to wreszcie zajmiemy się tym, co ważne. Strategia powszechna, tyle że nieskuteczna. Nie bierze bowiem pod uwagę dwóch istotnych czynników. Po pierwsze, zawsze będzie na tyle tematów bieżących, że zapełnią nam cały dzień, a nawet kilka kolejnych. Poza tym, każdy z nas ma w ciągu dnia okres największej efektywności. Dla każdego z nas będzie to inny moment w ciągu dnia. Z badań wynika, że praca przebiega najefektywniej w godzinach przedpołudniowych i późnym popołudniem, dlatego też najtrudniejsze i najważniejsze zadania powinny być wykonywane właśnie w tych godzinach. Zbadaj swoje osobiste preferencje. Zaobserwuj, w którym momencie dnia najłatwiej ci się skupić i kiedy masz najwięcej energii. To właśnie czas na realizację ważnych celów.
Wreszcie ostatnia rzecz, najbardziej banalna, a zatem taka której najczęściej w ogóle nie robimy, czyli zaplanowanie w kalendarzu czasu na realizację celu. Ile razy siadałeś do ważnego zadania i właśnie wtedy ktoś podchodził, „bo ma bardzo pilną sprawę i to zajmie tylko 5 minut”. Zaplanuj to, wrzuć w kalendarz, znajdź miejsce, gdzie będzie Ci łatwiej się skupić. Pamiętaj, że nie tylko hałas, ale i bałagan w otoczeniu nie sprzyja koncentracji. Uporządkuj biurko, pulpit, wycisz telefon. Załóż, że teraz właśnie w pełni skupiasz się tylko na zadaniach związanych z realizacją celu.
Nie jest łatwo wyrobić w sobie nowy nawyk. W 2009 roku badacze z University Collage w Londynie postanowili sprawdzić, ile naprawdę trwa wykształcenie nowego nawyku. Uznali, że nawyk, to czynność/ działanie, którą podejmujemy w sposób automatyczny, bez konieczności zastanawiania się nad nim.
W badaniu wzięło udział 96 studentów, którzy wybrali po jednym nowym nawyku, jaki chcieli sobie przyswoić. Obserwacje trwały 12 tygodni. Okazało się, że średnio utrwalanie nawyku trwa, nie jak się powszechnie przyjmuje 21 dni, a 66. Wynika to z bardzo z bardzo prostego faktu, że w dużej mierze zależy to od stopnia skomplikowania nawyku. Pamiętaj również, że wypracowanie nowego nawyku, w tym przypadku pracy nad celami, to gra nie we „wszystko albo nic”. Jeśli poniesiesz jednego dnia porażkę, to niczego nie zmienia, ważne aby nadal konsekwentnie trzymać się planu.
Leo Babauta w swoje książce „Nawyki Zen” pisze o jednej bardzo prostej i skutecznej zasadzie, która może nam pomóc. Chodzi o to, żeby nie zaczynać od nadmiernie ambitnego podejścia. Jeśli nie masz wyrobionego nawyku zacznij od kilku lub kilkunastu minut dziennie, jakie na niego poświęcisz. Istotne jest tylko, żebyś robił to codziennie (lub kilka razy w tygodniu, tak jak to sobie ustalisz). Wraz z upływem czasu, kiedy „wdrukujesz” sobie nowe zachowania możesz ten czas stopniowo zwiększać. Ważne, żeby tego nie robić w sposób drastyczny.
Zaczynam od dziś
Zaczynanie od jutra w zasadzie uniemożliwia postępy w osiąganiu celów. Jutro jest jutro, więc mamy jeszcze sporo czasu, żeby zająć się czymś bardziej atrakcyjnym i wymagającym mniej wysiłku. Prowadzę dużo sesji coachingowych i często zadaję klientom pytanie, co mogą zrobić już dzisiaj, żeby przybliżyć się do realizacji swojego celu. Zazwyczaj są to proste czynności jak spisanie planu działań na najbliższy miesiąc, wykonanie telefonu, wysłanie maila, porozmawianie z kimś. Nic trudnego i nie zajmuje to ogromnej ilości czasu. Zawsze staram się zachęcić klientów do tego, żeby po wykonaniu tego drobnego zadania zastanowili się jak się z tym czują. Większość z nich postrzega to jako sukces, nawet jeśli jest drobny. To też dowód na przezwyciężenie własnego oporu przed zmianą. Opór ten jest naturalny i wiąże się z przywiązaniem do tego „jak jest” oraz lękiem przed nieznanym.
Pamiętajmy jednak o neuroplastyczności mózgu. Neuroplastyczność mózgu, czyli jego zdolność do zmiany, budowania nowych połączeń i przekształcania sprawia, że przez całe życie możesz uczyć się nowych rzeczy. Jeśli podejmiesz wysiłek, nawet niewielki, żeby podjąć się nowego zadania, pracujesz na rzecz zmiany.
Bezwzględne eliminowanie celów
Ustaliłam cele i będę się ich trzymać „tak mi dopomóż Bóg”. Mimo, że kontekst w jakim one powstawały jest już nieaktualny, czy też zmieniły się priorytety. Mamy naturalną tendencję do unikania trudnych sytuacji, czyli nawet jeśli widzimy, że skutki naszych działań nie są pozytywne, to pierwszą reakcją będzie unikanie podjęcia działań w tej sprawie w oczekiwaniu, że „sprawy się jakoś ułożą”. Taka reakcja jest naturalnym procesem ucieczkowym „flight responce”, w którym próbujemy za wszelką cenę uniknąć konfrontacji z niewygodną dla nas sytuacją, a przede wszystkim z negatywnymi emocjami, którym trzeba stawić czoła.
Skutkuje to, na przykład, bezproduktywnym koncentrowaniem się na celach, które de facto powinniśmy zmodyfikować. Dobrym sposobem, żeby temu zapobiec jest regularna weryfikacja celów i sprawdzenie, czy nadal realizują ona założone przez nas priorytety. Można też przeglądać cele z naszymi klientami (wewnętrznymi lub zewnętrznymi), którzy podpowiedzą, czy z ich punktu widzenia są one nadal adekwatne. Można je zestawiać z wartościami własnymi albo zespołu i sprawdzać, czy cele nadal pozostają z nimi w zgodności. Czyli możesz zmienić zdanie, a nawet powinieneś, jeśli to jest konieczne do realizacji twoich priorytetów. Eliminuj zadania i cele, których realizacja nie ma już sensu i chcesz je skończyć tylko dlatego, że je zacząłeś. To jak czytanie książki, która Ci się nie podoba. Po kilkunastu stronach wiesz, że czytanie jej nie ma sensu, ale jednak czytasz, bo przecież zacząłeś…
Teoria swoje a praktyka swoje
Masz szczegółowy plan realizacji swojego celu. Zdefiniowałeś kamienie milowe i poszczególne kroki. Nawet zrobiłeś ćwiczenie „backward goal setting”, czyli rozpocząłeś planowanie patrząc na końcowy rezultat, a potem cofając się w czasie definiowałeś poszczególne działania, żeby wiedzieć co robić na miesiąc przed terminem realizacji celu, dwa miesiące, itd.
Okazuje się jednak, że mimo tych wszystkich przygotowań zdefiniowane przez nas kroki nie pasują do rzeczywistości, ponieważ, na przykład z przyczyn obiektywnych, pewne działania trwają dłużej niż zakładaliśmy, pojawiają się braki w zasobach i generalnie większość wydarzeń odbiega dość daleko od naszego idealnego planu. Często naszą reakcją w takich sytuacjach będzie trzymanie się wcześniej ustalonego scenariusza, bo przecież „był najlepszy” i „był nasz”.
W takiej sytuacji skutecznie jest przeanalizować kilka podstawowych rzeczy:
- Jakie czynniki najbardziej wpływają na realizację planu?
- Co mogę zrobić, żeby je zniwelować?
- Czego potrzebuję do tego, żeby nadal zrealizować plan (więcej czasu, więcej zasobów, przeformułowania celu)?
- Jak czynniki zewnętrzne wpływają na efekt końcowy, który chce osiągnąć? Czy mogę zmienić zakładany efekt końcowy? lub Czy mogę zmodyfikować zakres celu/projektu?
- Jeśli cel jest nieosiągalny, to jaki jest mój alternatywny plan?
Usiądź z kartką papieru i dokładnie zastanów się nad odpowiedziami na te pytania. Czasami zdarza się, że skala występujących trudności całkowicie blokuje naszą kreatywność w poszukiwaniu alternatywnych rozwiązań. Wydaje się nam, że już nic nie da się zrobić i niczego nie da się zmienić. W takiej sytuacji warto sobie zadać jeszcze jedno pytanie: Gdyby nie było żadnych ograniczeń i wszystko byłoby możliwe, co bym zrobił/zrobiła?
Jeśli wygenerujesz pomysły, jak w sposób alternatywny podejść do realizacji celów, popatrz na tę listę i zacznij od pomysłów, które wyglądają na najbardziej prawdopodobne. Zastanów się, co by się musiało stać, żeby te pomysły zadziałały. Daj sobie przestrzeń na znalezienie odpowiedzi … a potem zabierz się do pracy 😊.
Wszystko jest ważne, więc robię wszystko
Twoja lista zadań nigdy nie topnieje. Zawsze jest coś do zrobienia. Chcesz być postrzegany jako osoba kompetentna, która doskonale radzi sobie ze wszystkim, więc zaczynasz zajmować się wszystkim. Efekt jest taki, że na zakończenie dnia w większości przypadków trudno ci właściwie podsumować, co udało ci się zrobić. Skoro zaś nie zrobiłeś nic narasta w tobie frustracja, że nie idziesz do przodu, więc tym bardziej i tym skwapliwiej zaczynasz zajmować się jeszcze większą porcją „wszystkiego”, co skutkuje jeszcze większą porcją frustracji, bo masz poczucie, że minął dzień, a ty nadal nie zbliżyłeś się ani o centymetr do realizacji swoich celów.
A przecież każdy z nas chce mieć poczucie sensu podejmowanych działań, bo to wpływa na naszą motywację wewnętrzną i daje poczucie sprawstwa.
Spróbuj bardzo prostej techniki. Na początku dnia usiądź i zastanów się jakie 3 kluczowe zadania chciałbyś dzisiaj zrealizować. Upewnij się, że dobierzesz je tak, aby udało się je rzeczywiście wykonać w danym dniu. Zaplanuj czas, aby móc się nich na nich skoncentrować. Na końcu dnia zrób kilkuminutowe podsumowanie. Nawet jeśli z tych 3 celów udało się zrealizować 2 lub 1 nic nie szkodzi. Popatrz na to jak na etap w drodze. Zastanów się, co należałoby zrobić inaczej, żeby następnym razem udało się je wykonać. Potem wdróż swoje wnioski w życie i celebruj każdy mały sukces osiągnięty na swoje drodze. Wystarczy, że powiesz sobie „dobra robota” na koniec dnia albo nagrodzisz się filiżanką ulubionej herbaty lub czymkolwiek co sprawia ci przyjemność. Poczucie, że byłeś w stanie, choćby częściowo, zrealizować swój plan będzie dla ciebie paliwem napędowym na kolejny dzień.
To tylko kilka pomysłów jak podejść do problemów w realizacji celów i z pewnością będę jeszcze do tego tematu wracać niejednokrotnie.
Póki co trzymam za was kciuki zachęcam do testowania różnych podejść. Nie wszystko działa dla wszystkich. Szukajcie swojej ścieżki.
Dla głodnych wiedzy w zakresie polecam lektury😊:
James Clear, Atomowe nawyki
BJ Fogg, Mikronawyki
Tom O’Neil, Siła małych celów. Zasada 1%, czyli jak osiągnąć spektakularne sukcesy dzięki drobnym zmianom
Steven Covey, Najpierw rzeczy najważniejsze
Brian Tracy, Zjedz tę żabę
